Goroka Show w Papui Nowej-Gwinei to festiwal, na którym każdy strój opowiada inną historię
Są na świecie festiwale, które ogląda się z boku. Są też takie, w których jest się gościem w czyimś świecie – i to jest właśnie Goroka Show, który odwiedziłam we wrześniu 2026 r. W prowincji Eastern Highlands raz w roku spotyka się ok. 100 plemion, co jest niewielkim wycinkiem kulturowej różnorodności całej Papui, w której żyje ich ponad 800. Każde plemię to oddzielna kultura, tradycja, historia, język i często geografia – ma się wrażenie, że każde z nich przyjechało z innego świata. Różnią się strojami, piórami, malunkami na twarzach, ozdobami, muzyką, tańcem, a nawet odcieniem skóry i sposobem poruszania się. Choć ich wioski dzieli kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów, kulturowo są od siebie oddalone jak kontynenty.
To nie jest przedstawienie dla turystów – i to robi ogromne wrażenie!
To jest lokalne wydarzenie dla Papuasów – ich spotkanie, ich święto i sposób na pokazanie własnej tożsamości. Oczywiście festiwal jest atrakcją dla turystów, ale wśród ok. 100 tysięcy uczestników stanowią niewielki ułamek i w tłumie są praktycznie niewidoczni. Papua-Nowa Gwinea jest niepodległym państwem od 1975 roku, a w 2026 roku obchodzi 51. rocznicę niepodległości. Dla tak młodego państwa ogromnym wyzwaniem jest zbudowanie wspólnej tożsamości ponad niezwykłą różnorodnością lokalnych kultur. Goroka Show nie bez powodu odbywa się w okresie obchodów Dnia Niepodległości – to właśnie tutaj idea „jednego kraju” spotyka się z bogactwem setek odrębnych tradycji. Organizatorzy podkreślają ważną rolę festiwalu w budowaniu pokoju i jedności.
Zapraszam do obejrzenia mojej relacji 🙂












Setki kolorów. Setki piór. Setki twarzy. Setki historii.
Patrzysz na jedno plemię i myślisz, że bardziej niezwykłego stroju nie da się już zobaczyć. Po chwili pojawia się następne – zupełnie inne. I następne. I jeszcze jedno. W pewnym momencie przestajesz próbować to wszystko zapamiętać. Po prostu patrzysz.
I właśnie dlatego Goroka Show tak trudno sfotografować. Nie dlatego, że brakuje kadrów. Wręcz przeciwnie – jest ich za dużo 😊 Poza tym żadne zdjęcie nie jest w stanie oddać tego, co się tam dzieje – skali, dźwięku, ruchu i świadomości, że obok siebie spotyka się tyle kultur.
Podczas całego festiwalu miałam poczucie, że przez chwilę ktoś uchylił przede mną drzwi do różnych światów naraz. I właśnie dlatego Goroka Show nie da się zapomnieć.




Od samego rana pojawiały się kolejne plemiona. Po obu stronach wejścia ustawiali się widzowie, a każde nowe wejście było spektaklem. Śpiew, taniec i rytm – każde plemnię miało swój własny sposób na przyciągnięcie uwagi i pokazania kawałka swojej historii. W tym niemal zupełnie niekomercyjnym świecie jedynym akcentem reklamowym były banery Coca-Coli, która dotarła ze swoim logo również tutaj.
I tak przez cały poranek – jedno wejście się kończyło, a za chwilę pojawiało się następne. Aparat nie miał kiedy odpocząć 🙂





W pewnym momencie do festiwalu dołączyli policjanci, ale zamiast mandatów wyciągnęli trąbki 🙂 Otworzyli kolejną grupę i nadali całemu wejściu jeszcze bardziej uroczysty charakter.







Nie brakowało też dzieci, które od najmłodszych lat poznają zwyczaje swojej społeczności. Uczą się pieśni, tańców, strojów i tego, jaką rolę będą w przyszłości pełnić w swojej grupie – tradycja jest tu przekazywana z pokolenia na pokolenie już od najmłodszych lat.











Papua-Nowa Gwinea jako niepodległe państwo istnieje od 1975 r. – wcześniej była kolonią, najpierw w różnych układach brytyjskich i niemieckich, a później australijskich.
Festiwal Goroka Show jest znacznie starszy – pierwsza edycja odbyła się w 1957 r., czyli jeszcze za czasów australijskiej administracji (w 2026 r. przypada jego 70-lecie). Początkowo nie był to festiwal w znaczeniu takim jak dziś – nazywał się Highlands Show i miał prezentować kulturę, rolnictwo i lokalną gospodarkę różnych grup z regionu. Z czasem rozszerzył się geograficznie, a część kulturowa stała się najważniejszym elementem.







Były też stoiska z obrazami, maskami, ubraniami i rękodziełami oraz mnóstwo jedzenia. Pośród nich można było spotkać również samych występujących, którzy chcieli odpocząć i chociaż na chwilę zrzucić z siebie festiwalowe emocje 🙂















Nie brakowało też zaangażowanych widzów – publiczność była częścią tego wielkiego spektaklu kolorów. Sama miałam ochotę się pomalować i przebrać, ale upał skutecznie mnie zniechęcił. Wizja farby na twarzy (i to nieprzeznaczonej do skóry) nie brzmiała zbyt zachęcająco 🙂



































W przerwie między występami uczestnicy szukali odrobiny cienia i odpoczynku, co było również fajną okazją do zdjęć 🙂




















Papuasi są zróżnicowani pod względem wyglądu – odcień skóry, rysy twarzy i budowa ciała różnią się między regionami. Wynika to z położenia geograficznego kraju i długiej izolacji plemion. Papua-Nowa Gwinea leży bardzo blisko równika, a jej niektórzy mieszkańcy mają jedne z najciemniejszych naturalnych pigmentacji skóry spotykanych u ludzi. Nie jest to jednak prosty sposób na określenie pochodzenia konkretnej osoby – granice między społecznościami są znacznie bardziej skomplikowane niż sam kolor skóry.





Za płotem przez cały dzień gromadzili się widzowie bez wejściówek. Pod koniec dnia zostali wpuszczeni na stadion wypełniając go po brzegi – widok był niesamowity! Każdy chciał choć przez chwilę być częścią tego wyjątkowego wydarzenia. Jak co roku, w pewnym momencie atmosfera „zaczęła wymykać się spod kontroli”, dlatego turyści i „pozostali spokojni uczestnicy” odjechali. Zaczęły się bójki rascali w papuaskim stylu, czyli przypominające nasze stadionowe ustawki, tyle że z maczetami… 🙂







Jak wyglądają przygotowania do festiwalu, gdy cała Goroka budzi się w rytmie wielkiego święta?
Na kilka dni liczba mieszkańców rośnie do około 100 tysięcy, dlatego noclegów nie starcza dla wszystkich – część Papuasów śpi w ogrodach i rowach lub na placach miejskich. Można powiedzieć, że organizacja festiwalu to zarządzanie chaosem, i to w dosłownym tego słowa znaczeniu 😊 Można np. zarezerwować dobry hotel rok wcześniej i na miejscu dowiedzieć się, że w pokoju są politycy i że jest się przekwaterowanym do jakiejś noclegowni z przeciekającym dachem i szczurami w szafie. O zwrocie pieniędzy nie ma mowy – takie pytanie wywołuje raczej śmiech. My sami pierwszego dnia rano dowiedzieliśmy się, że nie mamy śniadania, bo kucharz poszedł już na festiwal. Drugiego dnia podał nam śniadanie, ale w hotelu nie było niczego do picia… Przy tak ogromnym przeciążeniu zdarzają się też braki wody i prądu, ale to chyba najmniejszy problem 🙂
Pomimo tych niedogodności od rana zaczynają się przygotowywania do występów. Uczestnicy malują się nawzajem i poprawiają stroje. Kolorowe grupy mieszają się z osobami w dżinsach, co tworzy niezwykły i barwny obraz całej Goroki 🙂












